Sobota rano, dostaję
telefon od kolegi żebym przyjechał bo zjechała się cała nasza ekipa i tylko
mnie brakuje. Patrzę na biurko, a tam stos papierków, które wziąłem na weekend
do domu. Odmawiam, kolega namawia, obiecuję oddzwonić. Kładę się jeszcze na
chwilę i zatapiam w wspomnieniach, zeszłego lata biegłem z bagażem na autobus,
śmigała mi nazwa "mobilis" raz po raz , panika : Nie zdążę! Ten
autobus zawsze jest punktualny. Rusza, macham, na szczęście kierowca mnie
zauważył i poczekał, wpadam zdyszany, kupuję bilet i zajmuję miejsce obok
grupki moich przyjaciół. Po chwili odzyskuję oddech i się uspokajam,
wspomnienia wywołują uśmiech na mojej twarzy, zerkam jeszcze raz na stos
dokumentów, a później na pogodę za oknem. Słońce świeci i zapowiada się pogodny
weekend, biorę telefon i wykręcam numer, jedno słowo: przyjeżdżam. Wstaję i się
pakuję, jak zwykle spóźniony wybiegam z domu. Jednak tym razem zdążyłem, jaka
ulga. Mobilis stoi na peronie tak jakby tylko na mnie jeszcze czekał, kierowca
inny, ale równie przyjemny, proponuje mi żeby bagaż włożył do bagażnika to
będzie mi wygodniej, podziękowałem i skorzystałem, kupiłem bilet, cena też była zadowalająca , tym razem jechałem sam , usiadłem na końcu . Kawałek drogi
przede mną. Znowu naklejka darmowe WiFi, myślę sobie czemu nie skorzystać? Po
chwili się połączyłem z internetem, w taki sposób dojechałem na miejsce. Na
przystanku powitało mnie grono moich przyjaciół, uścisków i okrzyków radości
nie było końca. Chociaż były momenty kiedy widziałem mój stolik z dokumentami
to spędziłem fantastyczny weekend dzięki któremu nabrałem energii i chęci do
pracy, niestety co dobre szybko się kończy. Tym razem jednak cała nasza ekipa
czekała na autobus bo jechaliśmy mimo dużej odległości od swoich miejsc
zamieszkania tym samym. Mobilis podjeżdża, kupujemy bilety , zajmujemy miejsca.
Podróż szybko się kończy i każdy z nas
rusza w swoją stronę. Za jakiś czas będzie kolejny wypad i kolejny fajnie
spędzony weekend , już nie mogę się doczekać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz