piątek, 15 maja 2015

Trudna rozmowa kwalifikacyjna




Witam. Przeglądając oferty o pracę natknąłem się na wolne stanowisko do jednej z sieci supermarketów na pracownika kontroli cen. Niestety nie dostałem pozytywnej odpowiedzi, ale historia, jaka się z tym wiąże jest ciekawa. Znalazłem ją na stronie internetowej tego supermarketu, który odwołał mnie do organizatora rekrutacji, czyli firmy HRC. Był do wypełnienia krótki, kilkustronicowy kwestionariusz oraz na koniec czat z konsultantką dla potwierdzenia powyższych informacji. Tak w ogóle to było bardzo ciekawe, w jaki sposób już na początku przebiegał ten proces rekrutacji. Konsultantka tak ze mną pisała na tym czacie, jakbyśmy siedzieli naprzeciw siebie. Oczywiście od razu dostałem od niej zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną, oczywiście tym razem w realu i obecności przedstawiciela firmy zlecającego rekrutację kandydatów. Następnie udałem się do siedziby firmy, w dniu kiedy była zaplanowana rozmowa. Na korytarzu czekało kilkanaście osób. W sumie to byłem zdziwiony, bo wymagania co do proponowanego stanowiska, nie były jasno określone, więc nie można było się tak pewnie czuć. Na początku krótka prezentacja firmy i opis stanowiska, kolejno autoprezentacja i udowodnienie dlaczego to właśnie ja powinienem zostać wybrany. Do tego doszły testy wiedzy ogólnej, znajomości branży, przepisów prawa, itp., zadania na AC/DC. Wszystko by wyglądało normalnie, gdy na jednym z ćwiczeń e-simulatora była do zrobienia rzecz zaskakująca. Otóż należało przekonać swojego przełożonego, że należy zmienić politykę cenową do jednej wybranej grupy produktów, ponieważ konkurencja trzyma lepsze ceny. Postawiono mnie w sytuacji, że mój pracodawca był oporny przeciwko wszelkim zmianom, jeśli chodzi o gospodarowanie budżetem. Musiałem zebrać wszystkie dane, odpowiednią siłę argumentów, które go w jakiś sposób przekonają, statystyki, itd. Nie była to łatwa rozmowa, choć symulowana. Mimo stawiania przez przełożonego oporu, nie dał się zepchnąć z zajmowanego stanowiska. Ja więc powiedziałem mu, że przekaże uwagi o pion wyżej. Myślę, analizując tą rozmowę w czasie, że był to zły ruch z mojej strony, bo zadanie polegało na przekonaniu bezpośredniego przełożonego, choć w życiu takie postępowanie mogłoby przenieść duże korzyści. Dlatego nie zostałem zakwalifikowany do następnego etapu. Wprawdzie jeszcze się pojawiła raz ta oferta, ale nie zainteresowałem nią. Niech ta historia będzie przestrogą dla innych. Pozdrawiam wszystkich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz