Witam. Przeglądając oferty o pracę natknąłem się na
wolne stanowisko do jednej z sieci supermarketów na pracownika kontroli cen.
Niestety nie dostałem pozytywnej odpowiedzi, ale historia, jaka się z tym wiąże
jest ciekawa. Znalazłem ją na stronie internetowej tego supermarketu, który
odwołał mnie do organizatora rekrutacji, czyli firmy HRC. Był do wypełnienia
krótki, kilkustronicowy kwestionariusz oraz na koniec czat z konsultantką dla
potwierdzenia powyższych informacji. Tak w ogóle to było bardzo ciekawe, w jaki
sposób już na początku przebiegał ten proces rekrutacji. Konsultantka tak ze
mną pisała na tym czacie, jakbyśmy siedzieli naprzeciw siebie. Oczywiście od
razu dostałem od niej zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną, oczywiście tym
razem w realu i obecności przedstawiciela firmy zlecającego rekrutację
kandydatów. Następnie udałem się do siedziby firmy, w dniu kiedy była
zaplanowana rozmowa. Na korytarzu czekało kilkanaście osób. W sumie to byłem
zdziwiony, bo wymagania co do proponowanego stanowiska, nie były jasno
określone, więc nie można było się tak pewnie czuć. Na początku krótka
prezentacja firmy i opis stanowiska, kolejno autoprezentacja i udowodnienie
dlaczego to właśnie ja powinienem zostać wybrany. Do tego doszły testy wiedzy
ogólnej, znajomości branży, przepisów prawa, itp., zadania na AC/DC. Wszystko
by wyglądało normalnie, gdy na jednym z ćwiczeń e-simulatora była do zrobienia
rzecz zaskakująca. Otóż należało przekonać swojego przełożonego, że należy
zmienić politykę cenową do jednej wybranej grupy produktów, ponieważ
konkurencja trzyma lepsze ceny. Postawiono mnie w sytuacji, że mój pracodawca
był oporny przeciwko wszelkim zmianom, jeśli chodzi o gospodarowanie budżetem.
Musiałem zebrać wszystkie dane, odpowiednią siłę argumentów, które go w jakiś
sposób przekonają, statystyki, itd. Nie była to łatwa rozmowa, choć symulowana.
Mimo stawiania przez przełożonego oporu, nie dał się zepchnąć z zajmowanego
stanowiska. Ja więc powiedziałem mu, że przekaże uwagi o pion wyżej. Myślę,
analizując tą rozmowę w czasie, że był to zły ruch z mojej strony, bo zadanie
polegało na przekonaniu bezpośredniego przełożonego, choć w życiu takie
postępowanie mogłoby przenieść duże korzyści. Dlatego nie zostałem
zakwalifikowany do następnego etapu. Wprawdzie jeszcze się pojawiła raz ta
oferta, ale nie zainteresowałem nią. Niech ta historia będzie przestrogą dla
innych. Pozdrawiam wszystkich.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz