Przedświąteczny okres
to czas kiedy wszędzie są kolejki, ludzie jak szaleni sprzątają, robią zakupy i
biegają jak w gorączce. Dzisiaj ostatni dzień w pracy. Zadowolony czekam na
przystanku, podjeżdża Mobilis, witam się z moim znajomym kierowcą i żeby nie
usnąć przeglądam w telefonie strony internetowe. Niby cieszę się, że jutro nie
muszę się zrywać ale za to czeka mnie inna praca. Żona na pewno zatrudni mnie do pomocy w
kuchni, niezbyt to lubię ale nie zrobię w tym roku tak jak w poprzednim i pod
byle pretekstem wyjdę z domu i wsiądę w Mobilis, nie pojadę z kolegami na koncert. Całe Święta miałem z głowy, oj
kobiety lubią czasem się nagadać. Nie wiem już co gorsze-te gadanie czy poranna
pobudka. Dzień w pracy mija wyjątkowo szybko, wszyscy są dla siebie mili, nawet
szef dzisiaj jest wesoły i tryska humorem. Tak w bardzo miłej atmosferze mija
te osiem godzin i czas wsiąść do mojego autobusu Mobilis i udać się do do domu.
Może dzisiaj wymigam się od pracy, ale pewnie jutro to nie przejdzie. Niestety
moje marzenia szybko legły w gruzach bo zadzwoniła, żebym po drodze kupił parę
rzeczy i żebym jak najszybciej się z tym uporał bo jest tyle pracy. Wysiadam z
autobusu i bez pośpiechu udaję się do supermarketu. Wszędzie pełno ludzi,
wieczność tu mnie zastanie, nie cierpię robić zakupów. Kupno czterech rzeczy
zajmuje mi dwie godziny, nie na moje nerwy, no ale cóż , to przez zbliżające
się Święta taka gorączka nastała. Wracam do domu, żona w drzwiach już pyta co
tyle czasu robiłem, jak to co? Mogła sama iść i zobaczyć co się tam dzieje.
Ledwo nogi przełożyłem, a już znalazła mi zajęcie, nawet jeszcze nie zdążyłem
zjeść, ale posłusznie biorę worek ze śmieciami i udaję się do śmietnika, po
drodze spotykam sąsiada, chwila rozmowy uzmysławia mi ,że nie jestem jedynym
mężczyzną zatrudnionym przy porządkach świątecznych, trochę lżej mi się robi. Tyle przygotowań na te Święta, a zlecą nie wiadomo kiedy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz